Wczoraj był wyjątkowy dzień, z piątku na sobotę pojechałyśmy do Szczecina na Ogólnopolski Marsz na Rzecz Praw Zwierząt. Spędziłyśmy 6 godzin w pociągu, miałyśmy miłe towarzystwo. Po przyjeździe do Szczecina powitały nas jeszcze milsze aktywistki. Dziubusia dostała misia, którym od wczoraj cały czas się opiekuje, może nie cały. Jak usnęła to biedny miś został porzucony na siedzeniu w pociągu, ale na szczęście jakaś miła pani położyła go nam koło plecaka więc nie zginął.
Ale wracając do ćwiczeń, wczoraj byłam daleko od domu, ale nie chciałam szukać wymówek więc ćwiczyłam w Szczecinie pod jakimś drzewkiem. Musiało to z daleka nieźle wyglądać, ale co tam :) Wczorajsza rutyna nie była za łatwa bo musiałam kombinować. Była co prawda ławka, którą mogłam wykorzystać na podwyższenia do różnych ćwiczeń, ale wczoraj był niesamowicie skwarny dzień, a ławka była w samym słońcu, toteż do podwyższeń używałam najczęściej górkę. Ale do rzeczy.
Niestety wczoraj nie zrobiłam porządnej rozgrzewki, tylko rozgrzewkę ramion z rutyny Franka. Pompki na podwyższeniu robiłam na górce, zrobiłam 4 x 15. Dziewczyny czekały na mnie na górce w Rotundzie z tego też powodu ucinałam sobie czas oczekiwania pomiędzy ćwiczeniami. Tak w ogóle to zostawiłam na górze telefon więc liczylam wolno do 30 lub 40 pomiędzy ćwiczeniami, tak naprawdę zazwyczaj mam 2 min przerwy, ale co tam, jakoś dałam radę. Choć przy pompkach z nogami wyżej miałam już nieco dosyć. Ale powoli.
Drugie ćwiczenie to dipy, te robiłam opierając się na drzewie, niezbyt to wygodne bo kora wbijała mi się w ręce, ale znów dałam radę 4 x 15. Oczywiście też ucinałam czas odpoczynku, czyli liczyłam tylko do 30 między powtórzeniami, ile to wychodziło w sekundach nie mam pojęcia.
Po dipach Franka regularne pompki, i znów jakoś wytrzymałam 4 x 15 ale wtedy już skrócone odpoczynki dawały mi się nieco we znaki, dzisiaj mam zakwasy na ramionach nad pachami.
Po regularnych przyszedł czas na pompki z nogami na podwyższeniu, te również wykonywałam na górce tyle, że teraz miałam ręce poniżej nóg. Myślałam, że nie dam rady pierwszych 10, ale jakoś zrobiłam 4 x 10. Myślę, że gdybym miała dłuższe odpoczynki szłoby mi nieco lepiej, a może po prostu się pocieszam :)
Na koniec podniesienia na palcach, które też zrobiłam na górce. Te zrobiłam już w super ekspresowym tempie. Robiłam 20 podniesień, potrzepałam nieco nogami dla odpoczynku i kolejne 20, i tak 4 razy. Stwierdziłam, że mięśnie nóg mam dość silne więc jak raz nie zrobię tych ćwiczeń za wiele nic się nie stanie. Ostatnio robiłam po 40 i myślę, że pewnie mogłabym więcej.
Wczoraj też nie dodawałam żadnych ćwiczeń od siebie, zrobiłam tylko silne zakończenie (również licząc bo nie miałam nic do odmierzania czasu) i ... poleciałam na górę do dziewczyn razem z Dziubusią, która już była nieco zmęczona przyglądaniem się żołędziom.
Gdy doszłam na górę poczekałyśmy jeszcze na kolejnych dwóch aktywistów i wybraliśmy się do Green Way, wegetariańskiej restauracji na śniadania. Od rana jadłyśmy z Dziubusią tylko średnio pożywcze rzeczy: wafle ryżowe i paluszki. W restauracji też nie znalazłam nic co chciałabym zjeść, ale na szczęście mieli świeże soki, skończyłam też za Dziubusię deser z kaszy jaglanej i kokosa. Jak widzicie nadal nie stosuje się do zasady niejedzenia cukru.
Ale do czego zmierzam, myślę, że dzisiaj po raz pierwszy nie będę ćwiczyć. Powinien to być mój 6 dzień 4 tygodnia czyli podciągnięcia, których normalnie nie lubię, a dzisiaj dodatkowo nie mam energii. Dwie ostatnie noce spędziłyśmy w pociągu, nie jadłyśmy normalnie, i pomimo tego, że wróciłyśmy około 3.30-4.00 i później spałam jeszcze z 6 godzin to czuję się jakbym nie spała przynajmniej z noc. Czy będę dzisiaj ćwiczyć czy nie, jeszcze nie wiem, ale jak do tej pory nie mam zupełnie ochoty a jest już wieczór. Może znów natchnie mnie około 9-10 wieczorem? Zobaczymy. Na razie biorę się za pracę.
Ale do czego zmierzam, myślę, że dzisiaj po raz pierwszy nie będę ćwiczyć. Powinien to być mój 6 dzień 4 tygodnia czyli podciągnięcia, których normalnie nie lubię, a dzisiaj dodatkowo nie mam energii. Dwie ostatnie noce spędziłyśmy w pociągu, nie jadłyśmy normalnie, i pomimo tego, że wróciłyśmy około 3.30-4.00 i później spałam jeszcze z 6 godzin to czuję się jakbym nie spała przynajmniej z noc. Czy będę dzisiaj ćwiczyć czy nie, jeszcze nie wiem, ale jak do tej pory nie mam zupełnie ochoty a jest już wieczór. Może znów natchnie mnie około 9-10 wieczorem? Zobaczymy. Na razie biorę się za pracę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz