Zaczynam pisać przed dwunastą w nocy więc to jeszcze dzień w którym ćwiczyłam, znów niestety późno. Zaczęłam dopiero po 21-ej. Moje maleństwo zaczęło ze mną od podniesionych pompek, ale szybko zwątpiła, później ćwiczyła się w przeszkadzaniu mi. Była to już jej pora na spanie więc teoretycznie powinna spać, a praktycznie wyglądało to tak, że w przerwach pomiędzy ćwiczeniami czytałam jej książkę o Dzwoneczku :) Powiem szczerze, że wydaje mi się, że w ten sposób ćwiczenie jest trudniejsze bo gdy czytałam miałam wrażenie, że nie dostarczałam organizmowi wystarczająco tlenu, ale może mi się tylko tak wydawało.
Dzisiaj wydaje mi się, że mam dobre biorytmy, których nie sprawdałam od wieków, ale czułam się fajnie. Pojechałam na rowerze do Myszkowa i przyjechałam oczywiście zgrzana, zrobiłam pewnie z jakieś 25 km z jakimś 20kg obciążeniem jak zawsze więc bardzo żałuję, że nie zaczęłam wtedy ćwiczyć, ale jakoś tak się nie złożyło. Zaczęłam więc tylko z prostą rozgrzewką ramion, w której oczywiście towarzyszyło mi moje maleństwo wywijając ramionami we wszystkich kierunkach :) ale dała się nawet namówić, żeby nieco je podnieść, tak żeby były równoległe do podłogi.
Po tej krótkiej rozgrzewce zrobiłam 4 x 10 pompek z rękami na sofie. Dopiero teraz po powrocie z Anglii zdałam sobie sprawę jak niewygodnie robi się pompki na tej sofie, jest o wiele za miękka. Następnym razem muszę spróbować czy nie lepiej będzie na krześle. Później zrobiłam 4 albo 5 (bo gdzieś byłam roztargniona, to pewnie przez to czytanie w czasie odpoczynków, i nie wiem czy dobrze policzyłam) x 15 zanurzeń (nie wiem czy tak się to mówi po polsku, angielski "dip"). Pierwszy raz zrobiłam 15 i nawet nie bolał mnie mięsień na lewym ramieniu tak jak kiedyś, może już się przyzwyczaił, że zaczęłam go używać.
Po dip'ach jak zwykle pompki regularne jak je nazywa Frank, a bardzo nieregularne dla mnie bo na szeroko rozstawionych rękach, ale... teraz już stały się dla mnie regularne i mogę spokojnie zrobić ich 10, przynajmniej dzisiaj jak pokazywałam Agnieszce, że mogę już spokojnie zrobić 10 a na początku nie dawałam rady z jedną to poszło mi bardzo dobrze. Pokazałam też im dwa razy po 10 pompek z nogami na łóżku. Aga była ździwiona, że już potrafię, Tomek powiedział, że też tak potrafi, czy na prawdę nie wiem bo nie chciał spróbować.
Ojejku, znów odbiegam od tematu, wiec wracając do regularnych pompek zrobiłam 4 x 10 i szło mi gorzej niż po południu jak pokazywałam Adze.
Po regularnych miałam te z nogami na sofie, też zrobiłam 4 x 10.
I na koniec moja "bułka z masłem", która dzisiaj nie była taką bułką z masłem bo podniosłam znów do góry, dzisiaj zrobiłam 4 x 40 podniesień na palcach, podejrzałam trochę ostatnio ćwiczenia na przyszły tydzień i chyba od przyszłego tygodnia będę musiała robić osobno na każdej nodze. Ale nogi mam silne więc pewnie mnie to nie zabije :) Nie wiem jak przeżyję jutrzejsze podniesienia, to znaczy wcale ich nie przeżyję, bo pewnie nadal ich nie zrobię będę robić niższe poziomy, czyli takie oszukiwane podniesienia :) Ale kiedyś dam radę :) Z resztą jak osatnio ćwiczyłam z Rangą to widziałam o ile jestem lepsza od niego w pompkach, przysiadach i tak dalej, ale muszę przyznać, że on jest dużo lepszy w podciągnięciach, ale ja ćwiczę regularniej więc pewnie za mniesiąc będę już od niego lepsza nawet w podciągnięciach, mam przynajmniej taką nadzieję, nie oczywiście żebym była lepsza tylko żebym mogła podnieść się na drążku bo czuję się nieco jak niepełnosprawna, że nie mogę podnieść wagi swojego ciała.
O właśnie, chyba ostatnio zapomniałam dodać, że zarejestrowałam się na polskiej stronce dla kalistenistów i nawet wpisałam powitanie http://kalistenikapolska.pl/topic/11284-jestem-tutaj-nowa-i-kalestenika-te%C5%BC-jest-dla-mnie-nowa/ i jak to ja szczerowina napisałam tak jak jest dlaczego zaczęłam pisać, a jak to ostatnio u mnie bywa wszystko zaczyna się od weganizmu, tak też zaczęło się z kalisteniką. Myślałam, że albo nikt nie odpisze, albo mogę spotkać się trochę z tak zwaną "polską kulturą" lub jak ja bym to nazwała z polskim brakiem kultury, ale byłam bardzo zaskoczona. Oczywiście wszyscy lub prawie wszyscy starali mi się wybić z głowy mój weganizm, ale w bardzo kulturalny sposób. Znalazłam tam również zachęcenie do dalszych ćwiczeń. Cieszę się, że znalazłam to forum, któś podał mi też listę sławnych kalistenistów, o której nie miałam pojęcia bo przed Frankiem widziałam tylko pewnego dziadziusia, który bardzo mnie zainspirował i za linkiem z video trafiłam do gości, którzy być może go szkolili, ale nie pamiętam co mnie odwiodło, ale wtedy nie zdecydowałam się na kalistenikę. Może dlatego, że nie było tam nic o weganiźmie??? Nie wiem, w każdym bądź razie bardzo się cieszę, że Jason powiedział mi o Franku. A tak a propos to chyba powinnam mu podziękować, ale może zrobię to za jakiś czas jak zobaczę widoczne zmiany na swoim ciele? Chyba, że kwadraty przy moich kolanach wystarczą, ale nie sądzę bo te miałam kiedyś jako nastolatka, tylko w ostatnich latach mi zaginęły, pewnie za dużo czasu spędziłam w samochodzie zamiast chodząc :)
Myślę Jason, jeszcze poczeka na swoje dziękuję. Ciekawe po jakim czasie zmiany mięśniowe zaczynają być widoczne zewnętrznie.
I tym oto sposobem dobrnęłam do 00:21, czas spać a może jeszcze trochę popracuję? ... Nie wiem, transkrypcja o tej porze nocy chyba nie jest wskazana więc chyba po prostu dobranoc. Dzięki Edytko, Dorotko i Martynko, że czytacie, pozdrawiam i mam nadzieję, że za bardzo nie nudzę :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz