Dzisiaj miałam podciągnięcia, najbardziej nie lubię tego dnia, bo bardzo wyraźnie wytyka mi to jak słabe mam ramiona. Dzisiaj nieco się zdziwiłam, ale zacznę od początku.
Początek więc rozgrzewka. Zdecydowałam znów zacząć od biegu, który okazał się być utrudniony bo moja córka postanowiła biec ze mną, nie powiedziała tylko, że tak na prawdę nie ma ochoty na bieganie a tylko na marudzenie. Jak tylko wyszłyśmy za bramę to się zaczęło: "poczekaj na mnie", "ale ja jestem głodna" (moja wina bo wybiegłyśmy bez śniadania), "ale ja chcę wracać do domu". Tym to oto sposobem wróciłyśmy krótszą drogą. Po drodze do domu znalazłyśmy kilka grzybów, chyba szłyśmy w dobrym miejscu bo w ciągu kilku minut znalazłam chyba z 8 ale do zabrania do domu nadawało się z 5 i 2 wyrzuciłam przy bramie bo okazały się robaczywe.
Zanim doszłyśmy do domu to chyba ciepło jakie uzyskałam krótkim bieganiem już odeszło w zapomnienie więc można powiedzieć, że rozgrzewką była znów tylko rozgrzewka ramion, typowa z e-książki Franka. Jeśli dobrze pamiętam to przed rozgrzewką wszamałam kilka kawałków brzoskwini jak robiłam Dziubusi kanapkę.
Ale przejdźmy do sedna: podciągnięcia. Przełożyłam sobie drążek na futrynę drzwi bo w poprzednim miejscu wydawało mi się, że pęka ściana, czyżby była z płyty gipsowej??? Przymocowałam drążek na wysokości moich rąk, czyli mogłam go dosięgnąć stojąć całymi stopami na podłodze. Okazało się, że dzięki temu była w stanie doskoczyć na górę. Wiem, wiem, to nadal nie moja własne podciągnięcie, ale... na samym początku nie byłam w stanie tak doskoczyć, może dlatego, że w tej drugiej futrynie (czy raczej dziurze na drzwi) drążek był wyżej. Tak czy inaczej podskoczylam 4 x 5 i opuszczałam się już normalnie, gwoli ścisłości raczej 4 x 4 bo ostatnie opuszczenie nazwałabym bardziej spadaniem :)
Później podciągnięcia australijskie, te zawsze szły mi dużo lepiej. Dzisiaj miałam drążek wyżej niż zawsze bo Dziubusia chciała też się popodciągać więc musiałam go umocować na wysokości jej podniesionych rąk. Na tej oto wysokości drążka zrobiłam 4 x 12 podciągnięć. Była pozytywnie zaskoczona, że tak dobrze mi poszło.
Po australijskich podciągnięcie wąskim podchwytem. Znów udało mi się podciągnąć do połowy, ale to wszystko więc znów zaczęłam skakać co z podchwytem okazało się nieco trudniejsze. Udało mi się zrobić 4 x 4 podskoki z opadaniem kontrolowanym, ale nie sądzę, żeby moje podskoki było do odpowiedniej wysokości. Więc nadal niestety trochę udawania w tych moich podciągnięciach.
Ale... dzisiaj postanowiłam wypróbować nieco nogi. Zrobiłam 4 x 50 wykroków, czyli po 25 na każdą nogę. Mówiąc szczerze, pewnie mogłabym więcej, ale jak to już kiedyś pisałam trochę to nudne. Jak robiłam wykroki, i później pewnie też przy przysiadach myślałam o tej gimnastyce GST, chyba naprawdę mi się spodobała. Nie wydaje się taka nudna jak 50 powtórzeń wykroków czy przysiadów. Bo wspomnę tutaj, że przysiadów również zrobiłam 4 x 50. Czy mogłąbym więcej? Pewnie tak bo dużo trudniej podciągnąć mi się raz na drążku niż zrobić 30 przysiadów czy może nawet 50. Wszelkie ćwiczenia na nogi są dla mnie raczej odpoczynkiem albo podtrzymaniem na duchu, że jednak coś mi wychodzi :)
Po normalnych ćwiczeniach Franka postanowiłam dzisiaj dodać rónież coś na brzuch. Zrobiłam więc 4 x 20 podnoszenie głowy, ramion i zgiętych nóg w tym samym czasie. Myślę, że nieco przesadziłam, że robiłam po 20 bo przy ostatnich 5 czułam już nieco zmęczenie karku (nie trzymałam za kark tylko miałam ręce wyciągnięte przed siebie).
Później jak zwykle silne zakończenie. Chyba dość dobrze mi poszło, choć miałam przerwę po desce, ale nie dlatego, że nie mogłam przejść od razu do podnoszeń (choć pewnie mogłoby to być trudne), ale dlatego, że kuzynka nas zawołała. Szczerze powiedziawszy to dzisiaj cały czas coś się działo. A to ciocia przyszła, a to kuzynki córka, a to ona. Cała rutyna zajęła mi dzisiaj pewnie z 2,5 godziny, oczywiście nie dlatego, że cały czas ćwiczyłam, ale ciągle coś się działo.
Po tym wszystkim naprawdę dzisiaj bardzo chciałam zrobić jakieś porządne rozciąganie bo strasznie się w tym zaniedbuje, ale znów nie znalazłam na YouTubie nic co by mi się podobało. Zrobiłam więc tylko jakieś kilka ćwiczeń rozciągających. Myślę więc, że może to GST mogłoby być naprawdę świetne? Jakżesz to byłoby wspaniale nie tylko wyglądać dobrze, ale móc robić szpagat i inne takie cuda? Dzisiaj myślałam też, że może za jakiś rok czy dwa będę mogła zgłosić się do Britain's got talent i pokazać światu co mogą robić weganie? Ależ by to była reklama weganizmu, oczywiście pod warunkiem, że uda mi się po tym czasie wyglądać tak jak Frank i reprezentować sobą jakiś poziom gimnastyczny :) Och marzenia, marzenia, "te duże i te maleńkie, każdemu zamienią się w piosenkę" :) a nuż kiedyś to będzie rzeczywistość? Przecież każda rzeczywistość zaczyna się od myśli czy marzenia. Jestem w Polsce bo przez rok o tym marzyłam. "Myślę więc jestem" :)
Coś by jeszcze dzisiaj dopisać? Moja wena twórcza już się chyba wyczerpała. Nadal myślę o napisaniu książki o mojej podróży rowerowej z Anglii do Polski, w jakiś sposób odmieniłam moje życie :) Ale o tym innym razem. Dobranoc, za chwilę znów północ. Choć lepsza północ niż 3 nad ranem jak wczoraj, bo do 3 czytałam pigułkę wiedzy na polskiej kalistenice. Dzisiaj miałam iść spać o 8. Jak widać niebardzo mi się to udało.
Czy ktoś może mnie kopnąć w cztery litery, żeby już nie marudzić tylko iść spać? Wiem, pewnie muszę to zrobić sama. Dobranoc jeszcze raz.
PS. Zapomniałam, dzisiaj zrobiłam zdjęcie odciskom na rękach po podciągnięciach, ale mam na telefonie więc wstawię innym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz