Już miałam iść spać, gdy przypomniało mi się, iż dzisiaj nie zdałam sprawozdania z moich... męczarni :) Nie wszystkie ćwiczenia są oczywiście męczarnią, ale... bywają takie.
Ale od początku.
Dzisiaj spałam u taty więc nie zaczęłam ćwiczeń z samego rana bo nie ma on drążka, który to akurat dzisiaj był mi potrzebny. Wróciłam około 13 i wtedy zaczęłam rutynę. Krótki bieg po lesie dla rozgrzewki a później rozgrzewka ramion??? Czy naprawdę? To tak jak nie piszę od razu, nie pamiętam czy zrobiłam dzisiaj rozgrzewkę ramion, może nie, a może tak.
Później ćwiczenia z dnia 6-go:
1. Regularne podciągnięcia nadchwytem
W moim wykonaniu oczywiście nie regularne ponieważ nie jestem w stanie podciągnąć się nadchwytem. Robiłam więc poziom drugi, czyli podnosiłam się na krzesełku a później... powinnam powoli się opuszczać, dzisiaj natomiast nadal bolą mnie ramiona więc... spadałam :) Nawet przy takim ułatwieniu byłam w stanie spaść tylko dwa razy na powtórzenie, czyli 4x2. Odpoczynki po 60 sekund.
2. Australijskie podciągnięcia, nadchwytem
Ponieważ tutaj drążek jest o wiele niżej więc nie podnoszę całego ciężaru swojego ciała byłam w stanie zrobić 5 normalnych i po każdym z powtórzeń odpoczywałam 2 minuty. 5x4.
3. Podciągnięcia z wąskim uchwytem, podchwytem
I tutaj znów, nie jestem w stanie się podciągać więc podnoszę się na krzesełku a później tylko opuszczam z podkurczonymi nogami. W tej pozycji byłam w stanie sama się opuścić trzy razy, czyli 3 x 4.
4. Wykroki (lunge)
Nadal to ćwiczenie nie jest dla mnie zbyt trudne, choć w tej chwili mam już jakieś tam zakwasy na nogach więc dzisiaj zrobiłam tylko 20 więc 10 na każdą z nóg. 20 x 40 i 60 sekund odpoczynku pomiędzy ćwiczeniami.
5. Przysiady w rozkroku ze stopami na zewnątrz
Przysiadów też nie zrobiłam za wiele bo tylko 15 x 4 z 60 sekundowymi przerwami pomiędzy seriami. Czuję zakwasy, ale to fajne uczucie.
I po tych ćwiczeniach jak zwykle czekało mnie silne zakończenie. O dziwo dzisiaj stanie na jednej ręce i nodze w pozycji do pompek, czy boczna deska nie sprawiły mi wielkiego problemu, ale... pełna deska... to inna sprawa. Myślałam, że znów wyzionę ducha. Czy musi to być takie trudne? Jeśli dobrze pamiętam to kiedyś na jakiś ćwiczeniach staliśmy minutę. Czy jest to w ogóle możliwe? Teraz pół minuty wydaje się wyzwaniem nie do pokonania. Dotrwałam co prawda 30 sekund ale ostatkiem sił. Nie dałam też rady zrobić 15 podnoszeń z deski do pozycji pompki i odwrotnie. Zrobiłam najpierw 5 i później 10. Dzisiaj miałam koc pod łokciami, ale nie wyglądało na to, żeby jakoś mi to pomogło. Ogólnie dzisiaj po ćwiczeniach byłam wypompowana.
Szybko co prawda doszłam do siebie, jak zwykle poszłam przed dom na spacer po zioła do smoothie, które było nie najgorzesz i pewnie bardzo pożywne. Z dzisiejszych składników pamiętam:
- banany
- jabłka
- czerwone pożeczki
- liście selera
- liście botwinki
- krwawnik
- rzepik
- pokrzywa
- szczaw
- koniczyna
- gwiazdnica
- mlecz
- sezam
- siemie lniane
I to chyba już wszystko.
Jutro dzień 7, dzień odpoczynku. Będę malować więc nie wiem czy dam radę coś tutaj zanotować. Następny wpis pewnie więc we wtorek, chyba, że zmienię zdanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz