Za chwilę idę spać, ale muszę jeszcze napisać jak mi dzisiaj szło z ćwiczeniami :) Dzisiaj rano miałam malować, ale pierwsze jak wstałam zaczęłam robić moją rutynę :) Trochę padało, ale mimo wszystko wybrałam się na krótki bieg w ramach rozgrzewki a później wraz z Frankiem rozgrzewka ramion, dzisiaj chyba wszystkie policzyłam, czyli wymachy ramion z dłoniami w czterech różnych pozycjach, każda z pozycji 15 wymachów, później 29 obrotów ramionami do przodu i jeśli dobrze pamiętam to tyle samo lub 30 do tyłu. Nadal ta rozgrzewka sprawia mi pewny ból w ramionach, ale nie taki jak za pierwszym razem. na końcu obroty głowy w jedną stronę w drugą, głowa w lewo, prawo, w tył i przód i koniec rozgrzewki.
Przejście do ćwiczeń:
1. Regularne podciągnięcia nadchwytem z ramionami szeroko rozstawionymi
Znów robiłam tylko poziom drugi, ponieważ nadal nie jestem w stanie się podciągnąć w tej pozycji, ale tym razem byłam w stanie chociaż się opóścić, już nie spadałam jak w zeszłym tygodniu i robiłam tych opuszczeń po trzy, cztery razy z 60 sekundowymi przerwami.
2. Australijskie podciągnięcia, nadchwytem
I tutaj rónież niewielka poprawa w porównaniu z zeszłym tygodniem, dałam radę zrobić 8x4, za każdym razem 120 sekund przerwy, czy dwie minuty :) jak kto woli. Napisałam 120 sek, bo tak jest opisane w książce, ale jak nastawiam sobie czas na telefonie to nastawiam w minutach.
3. Podciągnięcia z wąskim uchwytem, podchwytem
Nadal nie byłam w stanie się podciągnąć, tylko opadała. Zrobiłam tych opadnięć 5 x 4.
4. Wykroki (lunge)
Dzisiaj nieco lepiej niż w zeszłym tygodniu. 30 (czyli 15 na każdą nogę) x 40 i 60 sekund odpoczynku pomiędzy ćwiczeniami.
5. Przysiady w rozkroku ze stopami na zewnątrz
I tutaj znów nieco sobie podniosłam, robiłam po 20, czyli zrobiłam 4 x 20 przysiadów.
Myślę, że wszystkie ćwiczenia szły mi nieco lepiej niż w 6 dzień pierwszego tygodnia, wszystkie oczywiście oprócz silnego zakończenia. Deska chyba nigdy nie będzie moją specjalnością, 30 sekund mnie zabija. Dzisiaj znów musiałam odpocząć zanim przeszłam do podnoszenia się na dłonie z pozycji deski i spowrotem znów na przed ramiona. Chyba zrobiłam sobie z 2-3 minuty przerwy. Byłam wykończona, ale później udało mi się zrobić 15 bez przerwy, ale jakim kosztem. Byłam padnięta. Po ćwiczeniach nie poszłam na spacer bo zaczęłam coś tam sprawdzać na komputerze i nie wiem nawet kiedy jak ostygłam i poszłam na dół robić koktajl owocowy, czy owocowo warzywny. Dzisiaj był z bananów, mango i sałaty. Wyszedł lepiej niż się spodziewałam. Przepraszam, ale nie zrobiłam zdjęcia.
Po ćwiczeniach wzięłam się za malowanie salonu, trochę mi z tym zeszło, ale teraz nareszcie mam śliczny pokoik, z cieplutkim kolorkiem, i teraz... czuję się jak w domu. Biele nie są dla mnie.
Do jutra, jutro HIIT, znów wypiję mnóstwo wody :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz