Tak jak wcześniej pisałam zrobiłam sobie dwa dni przerwy. Stwierdziłam, że nie ma sensu ćwiczenie podczas konferencji. Na kempingu nie bardzo było gdzie robić podciągnięcia czy zwisy czy nawet dipy. Zawsze mnie zastanawia dlaczego mówi się o kalistenice, że nie potrzebne są żadne przyrządy a zawsze ci ćwiczący kalistenikę pokazywani są na jakimś niesamowicie długim drążku, zupełnie nie takim jaki mam w domu, albo całkiem na rurkach wykonanych specjalnie do ćwiczeń.
Nieważne, ominęłam 2 dni ćwiczeń zamiast szukać odpowiedniego miejsca do ćwiczenia. Piąty dzień zrobiliśmy wczoraj a 6 dzisiaj. Nie będę nawet pisać po ile zrobiłam ćwiczeń bo raczej nie wybiegałam poza moją normalną normę. No może dzisiaj w podciągnięciach, ale tylko dlatego, że robiłam najłatwiejszą wersję z dętkami powieszonymi na drążku, żeby pomagały mi podnieść do góry ciężar mojego ciała.
Wspomnę też, że Ranga wskazał na moje kiepskie skakanie przy wykrokach do przodu i dzisiaj bardziej podskakiwałam i muszę przyznać, że jest to trudniejsze. Dochodzi jeszcze do tego jakieś 30 stopni Celcjusza i możecie sobie wyobrazić jak się czułam po tych wykrokach w podskoku a później po przysiadach z wyskokiem. Byłam niesamowicie szczęśliwa, gdy już skończyliśmy. A teraz jest już późno i idę spać. Dobranoc.
PS. dodam tylko zdjęcie z konferencji gdzie mówiłam o demonstracji "Awakening Compassion" (wzbudzanie współczucia) jakie organizowałam w Anglii wsparte o prawo przyciągania.
PS. dodam tylko zdjęcie z konferencji gdzie mówiłam o demonstracji "Awakening Compassion" (wzbudzanie współczucia) jakie organizowałam w Anglii wsparte o prawo przyciągania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz